Gdzie kończy się prawo do krytyki, a zaczyna się hejt? Jakie narzędzia prawne mogą chronić dziennikarzy przed nienawiścią i jak radzić sobie z jej psychicznymi konsekwencjami? O tych zagadnieniach rozmawiali uczestnicy debaty „Hejt w pracy dziennikarzy”, zorganizowanej przez Radio ZET w ramach III edycji Forum Dziennikarskiego Nagrody im. Andrzeja Woyciechowskiego. Spotkanie odbyło się 29 października na Uniwersytecie SWPS w Warszawie.
Hejt stał się naszym dziennikarskim chlebem powszednim, ale to nie sprawi, że przestaniemy chcieć wykonywać ten zawód. Wręcz przeciwnie – tym bardziej chcemy go wykonywać. (...) My, dziennikarze nie boimy się krytyki. Jest ona w tym zawodzie potrzebna, a my jesteśmy do niej przyzwyczajeni. Nie może jednak przeradzać się w upokarzanie i uwłaczanie naszej godności
mówiła podczas debaty Brygida Grysiak, zastępczyni redaktora naczelnego TVN24.
fot. Mateusz Skwarczek/ Agencja Wyborcza.pl
Hejt w pracy dziennikarskiej – doświadczenia i konsekwencje
Jako dziennikarka, jako kobieta i jako feministka jestem przyzwyczajona do hejtu. To nasza codzienność. Trzeba jednak jasno powiedzieć: hejt jest złem, jest przemocą. Nie możemy dać sobie wmówić, że trzeba do niego przywyknąć, bo dziennikarstwo jest zawodem publicznym. Nie wolno go normalizować.
– komentowała Natalia Waloch, dziennikarka „Wysokich Obcasów”.
Jak prawo i redakcje mogą chronić dziennikarzy?
Hejt nie jest nazwą jednego przestępstwa. Obecnie w polskim prawodawstwie nie ma zdefiniowanego pojęcia hejtu. To młodzi ludzie będą kształtować tę definicje, to praktyka wykształtuje ustawowe zapisanie tego pojęcia. Oczywiście ono nie będzie adekwatne do stanu faktycznego, bo to się dynamicznie zmienia
- tłumaczył adwokat Mateusz Ostrowski, który od wielu lat prowadzi sprawy z zakresu ochrony dóbr osobistych, zniesławienia i znieważenia dziennikarzy.



















